Artykuły » » Porady

ARTYKUŁ ARCHIWALNY

autoflesz

Sprowadzanie aut z Wielkiej Brytanii, czyli przekładka 'anglika' po polsku

Krzysztof Golec, Patryk Kozłowski | 2008-02-17 22:50


Jeszcze do niedawna sprowadzaliśmy auta z Niemiec, Belgii czy Holandii. Teraz rośnie lawina samochodów sprowadzanych z Wysp Brytyjskich po okazyjnej cenie. Media jeszcze nie widzą problemu, jednak prawdziwy problem to kierownica po prawej stronie i niespójne polskie przepisy, dowolnie interpretowane przez urzędników. O bezpieczeństwo, tak naprawdę, jeszcze nikt nie pyta.

Sprowadzanie aut z Wielkiej Brytanii, czyli przekładka 'anglika' po polsku

fot. Krzysztof Golec; ford mondeo trudny do przekładki

Nie wszystkie nadają się do przekładki

W kujawsko-pomorskim i ościennych regionach już wyspecjalizowały się firmy, które na potęgę przerabiają Laguny, Corsy, C2, Land Rovery i Fiesty.

- Nie wszystkie modele nadają się do przekładki w prosty sposób. Niektóre są wręcz niemożliwe do modyfikacji, choć w naszym zakładzie mówimy raczej o nieopłacalności takiej operacji - mówi jeden z właścicieli warsztatów, pragnących zachować anonimowość

Zdjęcie 5196

(Zdjęcie 5196) W bmw 525 tds będą problemy z przełożeniem, ale dla dobrego warsztatu to tylko kolejne wyzwanie

Jeden z nich jest inżynierem po politechnice, drugi skończył technikum samochodowe. Obaj twierdzą, że na tym biznesie można jeszcze zarobić, o ile sprzyjają okoliczności. W podobnych warsztatach (w Szczecinie i Łodzi) nie kryją kosztów robocizny. Dobry zakład, dbający o markę, żąda nawet 5-6 tys. zł, byle jaki 1,5 -2 tys. złotych.

O co w tym biznesie chodzi?

O pieniądze, rzecz jasna. Wytłumaczymy to na przykładzie Opla Corsy.

- Kupujesz Corsę 1.3 CTDI, dajmy na to rocznik 2000, za transport zapłacisz 800-1000 złotych, za części do przekładki 2 tys., za robociznę 1300-1500 zł. Jesteś ledwo do przodu, bo za 15 tys. złotych kupisz w Polsce podobny model z kierownicą po właściwej stronie i nie musisz zginać karku - tłumaczy nasz rozmówca

Problem w tym, aby ograniczyć koszty całości do przekładki (czytaj: ze szrotów) i robocizny. Już sama kalkulacja kosztów i użycie najtańszych elementów niewiadomego pochodzenia nie napawa optymistycznie. Pojawiają się też inne kłopoty.

Reklama

Znalezienie dobrego warsztatu, w którym pracują artyści a nie bezrobotni stolarze (z całym szacunkiem dla tych ostatnich), wymaga czasu. Pytają o niego laweciarze i właściciele komisów ze Szczecina, Puław, Chojnic, Bydgoszczy i Łodzi. Cała reszta to amatorzy próbujący swych sił w przydomowym garażu.

- Najczęściej Polacy przerabiają "angielskie" modele w garażach. To amatorzy, którym wydaje się, że potrafią wszystko - mówi inżynier, właściciel jednego z profesjonalnych warsztatów

Zdjęcie 5197

(Zdjęcie 5197) bmw 525 od strony ściany grodziowej wszystko wygląda inaczej, tu nie znajdziemy elementu wymiennego

- Niektórzy poczuli dobry interes i przekwalifikowują swoje warsztaty wulkanizacyjne, blacharskie czy mechaniczne. Interes się rozwija i tym sposobem można zarobić znacznie więcej niż prostować i klepać młotkiem rachityczne Ople czy Volkswageny - tłumaczy Piotr, szef kolejnego warsztatu, po Technikum Samochodowym w Bydgoszczy

Pracownicy w jego warsztacie nie narzekają na brak pracy i nie zabiegają w firmach ubezpieczeniowych o każdego klienta. Interes się rozwija, a właściciel poszukuje kolejnych zdolnych mechaników zajmujących się wyłącznie przekładkami.

- U nas najwięcej jest Passatów, Golfów, Opli, Hond Civic i Fordów, chodź wszystkie za wyjątkiem Fiesty, nie należą do najłatwiejszych. Ale interes się opłaca. Dla przykładu Mondeo TD rocznik 2001 można wyhaczyć z robocizną za 15-18 tys. złotych. W Polsce kupisz oryginalną z kierownicą po lewej stronie za 20-23 tys. zł. Zatem do przodu jesteś jakieś 5 tys. złotych - wylicza Piotr

Niektóre są nieprzerabialne

Choć dla polskiego mechanika takie modele nie istnieją, specjaliści od przekładek przyznają, że pewnych modeli lepiej nie ruszać, np.: Peugeoty (407 trzeba wycinać i wspawać ponownie nową ścianę grodziową), Astra II (bardzo trudny model), Audi A4 (wycięta ściana grodziowa narusza strukturę klatki bezpieczeństwa).

Zdjęcie 5198

(Zdjęcie 5198) fiat brava, tu też będą kłopoty, ściana grodziowa zgrzewana migomatem

- W niektórych modelach, zwłaszcza najnowszych, ściany grodziowe są symetryczne, fabrycznie przystosowane do wersji angielskiej i UE. W Lagunie na przykład ściana jest "dwustronna" i przełożenie nie stanowi problemu - objaśnia Symeon Janiak, mistrz blacharski z długoletnią praktyką

Czy warto pokusić się o tanie auto z Wysp Brytyjskich?

Właściciele komisów i współpracujący z nimi szefowie większości zakładów blacharskich wypowiadają się krótko - warto. Ich pozytywne oceny graniczą wręcz z euforią.

Zupełnie inaczej mówią o "anglikach" ich właściciele:

- Kupiłem w komisie Mondeo po okazyjnej cenie i z bardzo dobrym wyposażeniem. Szczęście prysło szybciej niż możliwość pochwalenia się teściowej. Światła nie świeciły asymetrycznie, lusterka przejawiały słabą chęć do pełnej regulacji, wycieraczki pozostawiały zupełnie inny ślad na szybie, a notoryczne zwarcia w instalacji elektrycznej nie pozwalały jeździć podczas deszczu - argumentował przeciwnik przekładek z Solca Kujawskiego

Wizyta w wyspecjalizowanym warsztacie to dopiero początek góry lodowej

Zdjęcie 5199

(Zdjęcie 5199) vauxall vectra, czyli wersja angielska vectry C, bardzo trudny przeciwnik, sporo pracy. Znacznie lepiej kupić polska wersję w kraju lub Niemczech

Obowiązujące w Polsce przepisy nie dopuszczają do ruchu nowo rejestrowanych aut z kierownicą po prawej stronie (z wyjątkiem aut zabytkowych i kolekcjonerskich). Samochód z kierownicą po prawej stronie trzeba więc przerobić lub starać się o zgodę na jego rejestrację w Ministerstwie Infrastruktury (uwaga: czasochłonne i wymaga wkładu finansowego). Wyjątkiem są też auta rejestrowane czasowo do 185 dni; aczkolwiek ten ostatni casus sprytnie obchodzą Polacy powracający z Wysp Brytyjskich.

Już było świetnie, a teraz trafiamy na urzędnicze schody. Każdy sprowadzony do Polski samochód musi przejść badanie techniczne. I tu zaczynają się kłopoty, duże kłopoty.

Pisaliśmy niedawno o problemach z rejestracją pojazdów sprowadzanych do Polski z Unii Europejskiej (K?opoty z rejestracj? aut sprowadzanych z Unii Europejskiej). Ten sam problem inaczej jest rozwiązywany w kilku wydziałach komunikacji naszego regionu. Na przykład w Inowrocławiu staje się to niemożliwe, w Bydgoszczy i Toruniu jest bezproblemowo.

Sytuacja lubi się powtarzać i z "anglikami", w referatach komunikacji Grodu nad Brdą tłumaczą to dość prosto:

- Pojazd rejestrujemy, jeśli kierownica jest po lewej stronie i ma zaliczony pierwszy przegląd. Nie sprawdzamy numeru VIN i homologacji. To zadanie stacji diagnostycznej - powiedziano nam w referacie komunikacji w Fordonie

Jedziemy do stacji diagnostycznej, jednej z najlepszych w Bydgoszczy:

- Pojazd musi mieć homologację producenta, iż jest przystosowany do zmian układu kierowniczego i płyty podwoziowej. Dodatkowo wymagamy orzeczenia rzeczoznawcy PZMOT-u o profesjonalnym dokonaniu modyfikacji nie zagrażającym bezpieczeństwu w ruchu drogowym - powiedział nam Zbigniew Karaś, prezes Centrum Motoryzacyjnego Moto-Champ Bydgoszcz

Zdjęcie 5200

(Zdjęcie 5200) renault coupe wdzięczny temat do przekładki, sciana przygotowana fabrycznie do takiej operacji, dobry efekt końcowy, mniej pracy

A jakie mogą być zagrożenia po nieprofesjonalnej przekładce?

Spore. Szczególnie niebezpieczne są te, które dotyczą sieci CAN, dorabiane (przedłużane lub skracane) wiązki przewodów mogą być niebezpieczne dla komputera głównego ECU, pojawiają się niesklasyfikowane kody błędów.

Przeróbka ściany grodziowej przy użyciu palnika (migomatu) obejmująca wstawienie elementu z innego pojazdu (czytaj: prosto ze szrotu) narusza przepisy homologacyjne producenta, co więcej, może być niebezpieczna w przypadku zderzenia czołowego.

Dobitnym przykładem braku profesjonalizmu w tej operacji jest zespolenie całych fragmentów, ściągniętych prosto ze szrotu, do wersji z kierownicą po lewej stronie. Niestety, to częste przykłady braku odpowiedzialności i narażanie polskiego klienta na kłopoty a nawet zagrodzenie życia.

Pułapki techniczne czekają na śmiałków dokonujących konwersji "anglika". Listwa kierownicza (maglownica) i inne elementy bezpieczeństwa wymagają homologacji, np.: pedały, serwomechanizm, nagrzewnica, mechanizm wycieraczek a nawet kielichy mocowania amortyzatorów.

Zapytaliśmy specjalistów z branży o opinie na temat przekładek:

- Wypadki samochodowe to mój chleb codzienny, widzę jakie obrażenia ponoszą pasażerowie w pojazdach mechanicznych. Auta bezpieczne, to takie, które stwarzają dużą szansę przeżycia kierowcy i współpasażerom. W przypadku zderzenia czołowego, spawana konstrukcja (ściana grodziowa, podłoga) znacznie osłabia klatkę bezpieczeństwa narażając kierującego na poważne uszkodzenia ciała a nawet utratę życia. Dlatego nie jestem entuzjastą modyfikacji niezgodnych z homologacją producenta - powiedział Leszek Koszak ratownik medyczny z Jeleniej Góry

Zdjęcie 5201

(Zdjęcie 5201) renault megane, również dobry model do przeróbki. Uwaga: niekórzy idą na skóty i wspawują cały fragment, przy zderzeniu czołowym taka zabawka gnie się jak zapałka!

- Naszym nadrzędnym zadaniem jest bezpieczeństwo kierowcy i osób kierujących pojazdami. Dlatego rygorystycznie przestrzegamy technologii tzw. przekładki. Jeśli pojazd miał naruszoną ścianę grodziową i w homologacji fabrycznej nie pozostawiono możliwości co do ewentualnej zmiany, taki pojazd nie otrzyma dopuszczenia do ruchu. To jednak nie koniec kłopotów jego właściciela, problem zaczyna się w następnym roku eksploatacji samochodu, jeśli stwierdzimy (podczas kolejnych badań diagnostycznych), że pojazd nie spełnia warunków technicznych. Występujemy wówczas z wnioskiem o czasowe zabranie dowodu rejestracyjnego - powiedział Zbigniew Karaś, prezes Centrum Motoryzacyjnego Moto-Champ w Bydgoszczy

Kilka pytań do mechanika z zakładu odzyskującego części zamienne z aut powypadkowych w Fordonie k.Bydgoszczy

AF:Jakie auta są proste do przeróbki z wersji angielskiej na europejską?

- Niektóre Volkswageny maja klejone i skręcane ściany grodziowe, kilka modeli Opla, Renault a nawet Saab. Cała reszta zależy od zestawów przekładkowych (śmiech!) i robocizny. Tak naprawdę można większość sprowadzanych aut przerabiać, nawet Vectrę, ale jeśli trafi się na dyletantów, to nie dziwmy się, że stacje diagnostyczne kwestionują stan techniczny takiego "sama" (lub składaka).

AF:Czy to znaczy, iż urzędnicy traktują takie auto jak kiedyś kultowe składaki?

- Dokładnie tak

AF:Czy to nadal dobry interes?

- W regionach, gdzie bez problemu rejestrują na pewno tak, w Bydgoszczy już nie.

rozmawiał: Patryk Kozłowski


W galerii:

W galerii

...przejdź do galerii